No i się zaczęło…

Posted by & filed under .

planowanie weselaMyślałam, że mnie to nie trafi, a jak już trafi – to nie będę szaleć. Ale niestety – najpierw zaczęli szaleć moi rodzice – a teraz przeszło na mnie – po prostu udzieliło mi się…

Zaczęło się od wyboru daty… Co głowa to pomysł… a w lato będzie za ciepło, a we wrześniu może być już kiepska pogoda, a maj nie bo nie ma r w miesiącu… MATKO JEDYNA! W końcu sami wybraliśmy datę i po prostu poinformowaliśmy wszystkich kiedy to będzie. Potem była kwestia miejsca. Tu za drogo, tu za tanio, tu brzydko na zewnątrz, tu nie ma parkietu… Mi osobiście spodobała się sala, gdzie były świetliki – piękny widok na gwiazdy (jak nie będzie chmur oczywiście…) – ale suma sumarum – trochę za daleko od kościoła – bo ponad godzinę drogi, więc wszystko trzeba by szybciej zacząć a ludzie mieli by problem z dojazdem, więc odpuściłam… No i mój facet znalazł idealne miejsce, tzn idealne dla nas, bo rodzice mieli jakieś obiekcje – ale trzeba było się postawić i zrobić po swojemu… bo do niczego byśmy nie doszli. Także – jak widzicie – sraczka poziom hard…